Warto znać argumenty za religią w szkole. Autor artykułu (jak się sam przyznaje) zna lekcje religii z salki katechetycznej z dość zamierzchłych czasów i sądzi, że dzisiejsza religia w szkołach jest dokładnie tym samym. Pisze, że Skoro jednak dzieci są
posyłane na lekcje religii, to widać jest taka potrzeba - niestety są posyłane i nic się nie zmieni dopóty, dopóki będziemy w milczeniu słuchać, jak Kościół Katolicki wypowiada się w naszym imieniu tylko dlatego, że nie mamy odwagi zlekceważyć podanej przez dyrektora deklaracji o uczęszczaniu w lekcji religii naszego dziecka.
"W szkołach publicznych, jak wiadomo religia nie jest obowiązkowa i
gdyby wszyscy rodzice zdecydowali się posyłać dziecko np na etykę, to
katecheta będzie kosztował państwo "0" zł. Skoro jednak dzieci są
posyłane na lekcje religii, to widać jest taka potrzeba, a więc należy
ją uszanować. Sam chodziłem na religię, w dość zamierzchłych już
czasach, poza szkołą, co wiązało się z koniecznością dojazdów i
dodatkowym czasem, który na to poświęcałem, przyznaję, że nie zawsze
chętnie, ale per saldo nie żałuję...(...)
Zatem zakładamy, że część rodziców zdecyduje się jednak posyłać
dziecko na naukę etyki, zamiast na religię. To abolutnie zrozumiałe i
taki wybór jest możliwy. Okazuje się jednak, że na etykę uczęszcza
zdecydowanie mniejsza liczba uczniów, żeby nie powiedzieć, że jest to
ilość niemal śladowa. W tej sytuacji, koszty utrzymania nauczyciela
etyki, czego nie trzeba tłumaczyć, ale proszę sprawdzić, w przeliczeniu
na 1 ucznia są wielokrotnie wyższe, niż koszty katechety. Ergo - jeśli
nie byłoby ateistów, to w tym przedmiocie, w szkole, wystarczyłoby
utrzymywać jedynie katechetów. Czy się mylę? Tak, ponieważ nie
uwzględniłem uczniów, którzy nie uczęszczają na lekcje religii ze
względu na inne wyznanie, a nie mają własnego katechety, ale tych jest
zdecydowanie mniej niż deklarujących się jako ateiści.
Propozycję, aby nauczyciel etyki pracował darmo chyba każdy by
wyśmiał, nawet nie będąc akurat specjalistą tej branży. Czemu zatem
należałoby płacić etykowi, a katechecie już nie? Kto kosztuje więcej?
Dofinansowanie uczelni czy szkół publicznych o profilu katolickim,
jak pokazuje praktyka, ma sens, jako że uczą się tam i studiują ludzie o
różnym światopoglądzie. Co więcej, absolwenci KUL i innych uczelni
katolickich piastują w tym kraju poważne stanowiska i pracują na jego
rzecz nie gorzej, mniemam, niż wiele osób kończących wyższe szkoły bez
wyraźnego profilu. Może podam przykład ekstremalny, ale np. jeden z
redaktorów pisma "Fakty i Mity" ukończył seminarium duchowne, akurat nie
dotowane, ale przecież nikt nie czyni mu z tego tytułu zarzutu. Nikt
też nie proponuje, żeby zwrócił pieniądze za studia, skoro odszedł ze
stanu kapłańskiego...
Salezjańskie gimnazja i LO w Łodzi kończy co roku wielu uczniów,
którzy nie deklarują się jako osoby szczególnie wierzące. Oczywiście, w
rozmowie kwalifikacyjnej czasem mijają się z prawdą, żeby tylko ich
dziecko znalazło się na liście przyjętych. Powód? Rodzice chcą by ich
pociechy chodziły do dobrej i bezpiecznej szkoły. W wielu innych
miastach jest podobnie. Walka o miejsca zaczyna się w niektórych
szkołach katolickich już na kilka lat wcześniej, nim dziecko ukończy
stosowny wiek, a niemal wszędzie kandydatów na jedno miejsce jest kilku.
Powód ten sam - wyższy od średniej poziom i bezpieczeństwo. Czy to nie
wystarczy, by wspierać takie szkoły co najmniej w taki sam sposób, jak
te, w których są odrapane ławki, kible bez desek i poprzyklejane do
sufitu zapałki, a nauczycielowi zakłada się kosz na głowę?
Jeśli ktoś tego nie pojmuje, to widać, że światopogląd zabrał mu resztki rozumu..."
http://www.eioba.pl/a/2bzr/ile-kosztuje-nas-ateista