...szkoła powinna być strażnikiem i gwarantem neutralności światopoglądowej i wyznaniowej; zadaniem szkoły jest uczyć i kształcić, a nie umacniać wiarę i formować - od tego są duchowni; w szkole nie powinno być miejsca dla nauki praktyk Buddy, Jezusa, Śiwy, Kryszny, Mahometa, Abrahama i innych bóstw, chyba że w kontekście dyskusji o religioznawstwie, filozofii albo etyce. W szkole nie powinny odbywać się żadne uroczystości religijne, obrzędy, rytuały - ich miejsce jest w świątyniach... (Anonimowy Czytelnik)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Popieramy inspektora Karola Szwalbe. Spotkajmy się przy pomniku Fredry.

Nie pozwólmy, żeby dzielny inspektor został ukarany za swój heroiczny czyn. Religia jest wyłącznie sprawą prywatną.

Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów rozpoczęło wczoraj ogólnopolską akcję "Zdjęcie rodzinne" skierowaną do osób popierających insp. Karola Szwalbe, Komendanta Policji w Radomiu, który nakazał usunąć krzyże z Komendy Miejskiej Policji w Radomiu i podległych jej komisariatów oraz zaprotestował przeciwko traktowaniu pielgrzymki na Jasną Górę jako formy służbowej delegacji.

Autor tekstu: Jacek Tabisz; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,9184
Już teraz sypią się na głowę inspektora Karola Szwalbe gromy, już teraz pojawiają się pisma domagające się jego odwołania. Widać, iż Karol Szwalbe potrzebuje wsparcia ze strony naszych środowisk, zarówno w wymiarze organizacyjnym, jak i w wymiarze prywatnym. Nie może być tak, iż podobnie jak policjanci, którzy ośmielili się wlepić mandat purpuratom, zostanie on koniec końców ukarany za normalność.
Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów już na swoją miarę stara się to wsparcie dostarczyć i uwidocznić. Zaczęło się od oddziału warszawskiego, gdzie Nina Sankari i Marek Łukaszewicz rozpoczęli akcję polegającą na robieniu zdjęć zbiorowych i indywidualnych z kartkami zawierającymi słowa poparcia dla komendanta radomskiego. Pierwsze zbiorowe zdjęcie PSR Warszawa i jego sympatyków miało miejsce pod Kolumną Zygmunta w niedzielę, 11 sierpnia. Następne będzie miało miejsce pod pomnikiem Fredry we Wrocławiu 14 sierpnia o godzinie 18:30. Zachęcamy kolejne miasta do przyłączania się do akcji wsparcia. Wy też możecie, drodzy czytelnicy, zaproponować taką akcję w waszym mieście zamieszkania, a my postaramy się to nagłośnić, aby przyszło jak najwięcej ludzi. Można to czynić również samodzielnie — starczy przesłać swoje zdjęcie (może być z przyjaciółmi i z rodziną) na adres kontakt@psr.org.pl . Na zdjęciu warto trzymać kartkę z napisem wspierającym inspektora Karola Szwalbe. Już teraz napływa do nas wiele zdjęć i może powstać z tego naprawdę pokaźna galeria, która zachęci wszystkich zwolenników świeckości państwa do czynnych działań w obronie normalności.
*****************************************************************************

A tak było.
 
Szkoda, że tak mało ludzi przyszło w tak dużym mieście. Mam nadzieję, że to z powodu wakacji a nie obojętności. Płacenie delegacji za pielgrzymki na Jasną Górę chyba nikomu nie jest na rękę. Katolicy również powinni się oburzać, bo ktoś tu  udaje, że się modli a naprawdę robi to dla pieniędzy. Widać, że musimy dosięgnąć dna władzy PIS-u. Dopiero wtedy, gdy będziemy już oficjalnie państwem wyznaniowym, w szkołach będą uczyć głównie księża lub osoby wykształcone na KUL, gdy na maturze obowiązkowa będzie religia, dzieci przed lekcjami będą odmawiać różaniec, na zachowanie ucznia będzie wpływać ocena księdza nadana podczas kolędy, program szkolny będzie obejmował tylko osiągnięcia naukowe uznane za wiarygodna przez Komisję Episkopatu Polski. Wtedy niektórzy się obudzą. Szkoda tylko tych kolejnych lat.
 
 

czwartek, 1 sierpnia 2013

Wbrew temu co sądzi ks. dr hab. Dariusz Oko, ateiści to normalni ludzie.

Nawet w czasie wakacji nie słabnie fala nienawiści skierowana przeciw ateizmowi, mniejszościom seksualnym, edukacji seksualnej. To ateizm i jego wytwory są podobno śmiertelnym zagrożeniem a niewierzący mają po prostu "dziurę w mózgu" i trzeba z nimi walczyć. Jeśli zestawimy sobie to, co mówi ksiądz Lemański, z tym co wygłasza  ks. dr hab. Dariusz Oko, będziemy mieli dwa bieguny Kościoła Katolickiego. Ks. dr hab. Oko jest hołubiony, a ks. Lemański - zepchnięty na margines, pozbawiony parafii i głosu. Idę o zakład, że tak jak ks. Jerzy Popiełuszko kiedyś zostanie świętym, jednak dopiero wtedy, gdy Kościół będzie miał w tym swój interes, gdy np. zechce pokazać, że się odnowił. Ks. Popiełuszko też był kiedyś "solą w oku" władz Kościoła - pamiętamy! Przytoczę tu jedną ze śmiałych wypowiedzi  księdza Lemańskiego. Ukaranego za nieposłuszeństwo i głoszenie myśli niezgodnych ze stanowiskiem Kościoła Katolickiego.
"Znów znaleźli się nie tak znów liczni, występujący w obronie zagrożonej śmiertelnym niebezpieczeństwem Rzeczpospolitej. W większości są to ci sami ludzie, którzy spełniając patriotyczny obowiązek, gremialnie uczestniczyli w PRL-owskich farsach wyborczych, oddając głos na jedyną listę jedynie słusznej partii. Dziś chcą być świętsi od papieża. Gotowi tropić, piętnować, gromić i rozdzierać szaty. Coś mi się zdaje, że dziś licznych przedstawicieli Kościoła w Polsce ręce aż świerzbią, by chwycić w ręce miecz sprawiedliwości i trochę nim powywijać. "
(22 maja 2010r.FiM Nr 30 z dnia 26.07-1.08)

Inny duchowny tego samego Kościoła, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, cieszy się dobrą sławą. Ks. dr hab. Dariusz Oko był gościem Ojca Rydzyka w Rozmowach Niedokończonych Telewizji Trwam. Ojciec Tadeusz Rydzyk wszystkimi możliwymi sposobami wymusił swoje  miejsce na multipleksie. Mimo to, nie kryje rozczarowania, że zarządza jedynie jednym programem telewizyjnym (a przecież są ich dziesiątki). W ramach sprawiedliwości społecznej powinien mieć około 90%, bo tyle - wg niego - jest katolików w Polsce.
Ks. dr hab. Dariusz Oko  jest kierownikiem katedry filozofii poznania wydziału filozofii Papieskiego Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie, jest też duszpasterzem służby zdrowia (cokolwiek to znaczy). W ramach rozmów niedokończonych Telewizji Trwam wygłosił wykład na temat: "Ideologia gender, jako śmiertelne zagrożenie dla naszej cywilizacji".
O teorii genderu nie dowiemy się z tego wykładu niczego ponad to, że jest durna i zbrodnicza. Zdaniem księdza polega głównie na nauczaniu masturbacji dwulatków (pod groźbą więzienia dla ewentualnie sprzeciwiających się rodziców!). Przytoczę więc przynajmniej krótki cytat z Wikipedii: "Teoria genderu wskazuje, że często cechy uznawane za genetycznie przypisane kobiecie lub mężczyźnie wynikają z uwarunkowania kulturowego lub presji społecznej. Wiele cech rzekomo „kobiecych” i „męskich” i mających pochodzić z różnic biologicznych teoria genderu uważa za mity społeczne. Egzemplifikacją teorii genderu może być następujący cytat:

Skoro oczekuje się od nas – przynajmniej we współczesnych kulturach Zachodu – że będziemy tacy, jak wskazuje na to nasze zachowanie, odgrywana rola nakłada na nas taki obowiązek. Jeżeli zatem nauczyciel niezmiennie oferuje dziewczętom rolę tych, które nie umieją lub nie lubią matematyki, ale są ładne, czarujące i grzeczne, chłopcom natomiast – rolę nieokrzesanych, głośnych i niegrzecznych, lecz wykazujących się bystrością – to prawdopodobnie tacy właśnie będą
— Rothenbuhler, Komunikacja rytualna. Od rozmowy codziennej do ceremonii medialnej 1998/2003: 90
 
Przy okazji  "omawianej" teorii gender wylewa się cały potok pomyj na gejów i ateistów: pomówień, przytaczania niewiadomego pochodzenia amerykańskich badań, wyssanych z palca teorii. Sprawa rzekomej rozwiązłości seksualnej ateistów (nie wspominając o gejach) jest tak często podnoszona, że z pewnością Freud miałby tu wiele do powiedzenia.

Jeśli ktoś posyła dzieci na religie, może być pewien, że poniższe sformułowania znajdą się w programie "edukacyjnym" pod byle pretekstem. Moje dziecko, mimo że nie chodzi na religię,  już usłyszało większość z tych niedorzeczności (np. ateiści to mordercy, ludzie bez Boga są jak Hitler i Stalin zdolni do morderstwa z dużym prawdopodobieństwem, wcześniej też rozpoczynają współżycie seksualne a ich rodzice nie są zdolni do miłości i ochrony swoich pociech). Nie zawsze dzieci mówią rodzicom o czym się mówi na religii (lub po niej na korytarzu) ale z czasem powtarzane często bez sprostowań "oczywistości" przyklejają się.
 
Poniższe "złote myśli" księdza nie powinny zostać bez odpowiedzi. Mam nadzieję, że niedługo każdy z tych absurdów zostanie dokładnie omówiony:
 
Ateista, który mówi, że Boga nie ma, od którego wszystko zawdzięcza, do którego ma iść, to jest taka głęboka dziura w mózgu, która musi rodzić błędy w myśleniu ale też w postawie moralnej, ponieważ z ateizmem wiąże się pewien prymitywizm w rozumieniu człowieka,. Jeżeli odrzucam Boga, tego, który jest najświętszy, odrzucam te najwyższe sfery duchowe, które są w człowieku... rozwija się we mnie to co jest najniższe... skupiam się na ciele, fizjologii.

Ateiści przeceniają sferę seksualną (...) niesamowita rozpusta seksualna (...) to usiłują narzucić innym.

Głównym celem naszego istnienia , to być kielichem napełnionym duchem świętym.
Albo mamy ducha bożego albo ducha złego, innej możliwości nie ma (poza wyjątkami)

Zły duch ma wpływ na myślenie ludzi, szczególnie na ideologie ateistyczne.
Ateista też potrzebuje jakiejś teorii, która tłumaczy jego życie, musi sobie coś wymyśleć. Wcześniej miał marksizm, narodowy socjalizm, nazizm (...) Najgorsze zbrodnie w dziejach to są teorie ateistyczne.

Każdy musi w coś wierzyć, jak odrzuca Boga, to wierzy w Marksa, Stalina albo Hitlera.

Jeśli na człowieka się patrzy jako na bardzo inteligentne zwierzę, to łatwo przejść do mordu, bo zwierzę się zabija, a zwierzęta można zabijać milionami.

Dwuletnie dzieci są uczone masturbacji  - to są programy Światowej Organizacji Zdrowia, jeśli rodzic się na to nie zgodzi - pójdzie do więzienia. To ma być wprowadzone w Polsce.

Definicja ateisty: Ateista to jest człowiek, który nie wierzy absolutnie w żadnego Boga z jednym wyjątkiem - w samego siebie. Ponieważ nie możemy wszystkiego uzasadnić, każdy musi w coś wierzyć.
Są wiary lepsze i gorsze, są wiary święte i wiary durne i zbrodnicze.

Ateiści są maniakami seksualnymi.
Są ludzie, którzy wyzwolili się z homoseksualizmu.

Udział gejów w pedofilii dochodzi do 40%. Na tysiąc pedofili, którzy siedzą w więzieniach 400 to są geje. Tak bardzo atakuje się kościół katolicki ale to jest najwyżej jeden gej na tysiąc w więzieniach.

To ta grupa [pedofilów] wymaga pomocy, wsparcia a nie propagowania.


25%[gejów] miało ponad 1000 partnerów. Należę do lekarzy, którzy leczą tych ludzi.

Zniszczenie widać na twarzach tych ludzi [rozpustnych gejów]. Zwykle gej ma 12 partnerów rocznie.

Geje naciskają na program edukacji aby 2-letnie dzieci uczyć masturbacji.

Znajdujemy się w stanie wojny cywilizacyjnej.
Trzeba nie dopuścić, żeby ci zepsuci moralnie ludzie deprawowali dzieci (...) szukają świeżego mięska.

Nie jest przypadkiem, że też są grupy, które chcą legalizować pedofilię. 20 lat temu zieloni popierali pedofilię.
telewizja Trwam, rozmowy niedokończone


Takie wypowiedzi to podżeganie do nienawiści.  Niejeden "uduchowiony" słuchacz po takim wykładzie wbiłby nóż w plecy pierwszemu napotkanemu ateiście lub gejowi. Do czego prowadzi ta uległość Państwa wobec żądań Kościoła?

Ksiądz Oko pewnie nie spotkał się z rodziną ateistów, bo oni zazwyczaj nie zapraszają do domu księży ani nie chodzą do kościoła ale ŻYJĄ i nie pozwalają się wciąż obrażać! Mimo, że wydaje się to banalne ale widać należy to powiedzieć:

Ateiści są normalnymi ludźmi. Są wśród nas małżeństwa z dziećmi. Kochamy swoje dzieci i kochamy się nawzajem. Nie prowadzimy rozwiązłego życia seksualnego. Szanujemy przyrodę i zwierzęta, których nie pozwalamy męczyć w imię żadnej świętości. Poznajemy inne kultury, inne religie i  innych ludzi,  których szanujemy niezależnie od koloru skóry, orientacji seksualnej czy wyznania. Oceniamy ludzi na podstawie ich poglądów i czynów a nie jakiejkolwiek przynależności. Nie czekamy na Zbawienie ani na Chrystusa, po prostu żyjemy jak najlepiej bez strachu przed piekłem - z własnej woli. To możliwe! Z własnej, nieprzymuszonej woli, a nie dlatego, że czegoś się boimy. Czy nie to jest bardziej wartościowe. Nie chodzimy do kościoła ani  nie posyłamy dzieci na religię a mimo to żyjemy moralnie.  Bez kościelnych instrukcji! Nie potrzebujemy niczego w zamian. Nauka, Muzyka, Sztuka, Racjonalizm, Humanizm - to nasze wartości. Nauka już potrafi odpowiedzieć na niemal wszystkie pytania, nie wolno jej fałszować ani ignorować w imię żadnej religii. Ateiści nie są też ani nazistami, ani sowietami, ani komunistami, ani mordercami. Nasi dziadkowie jedni byli więźniami Oświęcimia i stali pod ścianą śmierci, inni dziadkowie i wujowie wywiezieni z jedną walizką na Syberię, wielu tam zostało pochowanych w śniegu. Rodzice uciekali z nami przed interweniowaniem, bo działali w podziemiu z narażeniem życia za co nikt im nie podziękował . My również walczyliśmy o demokrację i wolność tak, jak umieliśmy. Teraz zagrażają nam ignoranci, którzy próbują pozbawić nas godności i podjudzają innych do atakowania nas w tej podobno demokratycznej Polsce. Dlaczego? Dlatego, że  nie wierzymy w udawane dobro i jakiś niepojęty "prawdziwy katolicki patriotyzm".



"Trzeba pamiętać, że to co jest nonsensowne, absurdalne, nawet zbrodnicze nie musi wcale przeszkadzać, że to staje się potężne." (Ks. dr hab., Dariusz Oko, rozmowy niedokończone, Telewizja Trwam). Dalej ksiądz podaje przykład socjalizmu. Trudno się z tym nie zgodzić, z tym że są i inne przykłady.
 
 

 
 
 
 
 
 
http://spoleczenstwo.newsweek.pl/po-publikacji--list-od-ofiar-ksiezy-pedofilow-,zoom,101921.html
 

środa, 31 lipca 2013

A podobno Hitler walczył z Kościołem.

Wywiad z autorem książeczki "Jak Jerzyk z Prosiaczkiem Boga szukali i co z tego wynikło". Rozmowa o sytuacji Kościoła w Polsce i w Niemczech. Ukazała się 21 czerwca 2013 w Dzienniku Trybuna. Dziękuję Panu Andrzejowi Lipińskiemu za jego udostępnienie.


Michaelem Schmidt-Salomon – Hamburg, 4 maja 2013 r.



Andrzej Lipiński: W Polsce, gdzie według statystyk jest ok. 2 mln ateistów, a więc zaledwie 5% społeczeństwa, odbędzie się jesienią druga kampania ateistyczna pod hasłem „Rozdział państwa od Kościoła. Czy Pana zdaniem w Niemczech, gdzie brak przynależności do jakiejkolwiek religii deklaruje ponad 30% narodu, przeprowadzenie podobnej kampanii byłoby uzasadnione?



Michael Schmidt-Salomon: Fundacja Giordano Bruno, której jestem rzecznikiem, przeprowadziła dotąd kilka podobnych kampanii. Sytuacja w Niemczech jest o tyle szczególna, że z jednej strony mamy silnie zsekularyzowane społeczeństwo, z drugiej jednak wiele instytucji społecznych formalnie nadal pozostaje w rękach Kościoła. Dzięki przychylności polityków i dofinansowywaniu z publicznych środków w wysokości kilkudziesięciu miliardów euro rocznie takie kościelne koncerny socjalne, jak Caritas czy Diakonia, są dziś największymi niepaństwowymi pracodawcami w Europie. Niemieckie Kościoły cieszą się przywilejami niespotykanymi w żadnym innym kraju, które wynikają przede wszystkim z konkordatów poszczególnych landów i zawartych w przeszłości – m.in. w czasach reżimu hitlerowskiego – umów państwowych. Dezaprobata społeczeństwa wobec takiego stanu rzeczy nasila się, dlatego uważam, że konsekwentny rozdział państwa od Kościoła jest w Niemczech kwestią czasu.



AL: Dzisiejsze Niemcy są w wyniku historycznych uwarunkowań religijną mieszanką przede wszystkim dwóch prądów chrześcijańskich – katolickiego i protestanckiego – oraz islamu. Czy ma to wpływ na geograficzny „rozkład religijnych sił i intensywność ingerowania Kościołów w życie społeczne i prywatne obywateli?



MSS: To, czy daną okolicę zamieszkują w większości katolicy, czy protestanci, w przeszłości miało duży wpływ na politykę i kulturę tego regionu. Dzisiaj takie różnice nie odgrywają już większej roli, a to głównie dlatego, że w szeregach członków Kościoła nastąpiło dramatyczne osłabienie emocjonalnej identyfikacji z treściami wyznawanej wiary. Z sondaży wynika, że mniej niż 10% protestantów i katolików identyfikuje się z własną religią, a ok. 80% ewangelików nie wierzy nawet w osobowego Boga. Ponadto w Niemczech mamy dziś więcej osób deklarujących brak przynależności do jakiejkolwiek grupy wyznaniowej niż katolików lub protestantów. Nie może to pozostawać bez znaczenia dla polityki państwa. Kościoły są zmuszone dostosować się do zmian zachodzących w społeczeństwie; nie mogą dłużej forsować poglądów sprzecznych z zagwarantowanym konstytucyjnie prawem jednostki do samostanowienia. I dobrze, że tak jest.



AL: Często jest Pan nazywany szefem niemieckich ateistów. Czy jest to dla Pana zaszczyt, czy raczej dotyka Pana lekko pejoratywny wydźwięk tego określenia?



MSS: Uważam to określenie za niezbyt trafne. Po pierwsze, nie jestem żadnym „szefem” – kogoś takiego ludzie wolni od religii zupełnie słusznie by nie zaakceptowali, a po drugie, pojęcie „ateista” nie oddaje należycie mojej pozycji. W obliczu rozpoznań współczesnej nauki wyobrażenie, że wszechświat stworzył wszechwiedzący i litościwy Bóg, wydaje się hipotezą w najwyższym stopniu „nieelegancką”, która stwarza znacznie więcej problemów, niż rozwiązuje. Dopóki nie zdołamy wykazać jej bezpodstawności, dopóty rozsądniejsze będzie przyjęcie pozycji naturalistycznej, która zakłada, że w kosmosie nie dzieje się nic „podejrzanego”. Aby wyznawać taki pogląd, niekoniecznie trzeba być ateistą czy agnostykiem.



AL: W Pana książce „Humanizm ewolucyjny wydanej w Polsce w marcu 2012 r. wprowadza Pan pojęcie „religii light”, twierdząc, że jest ona w połączeniu z nasilającym się fundamentalizmem religijnym poważnym zagrożeniem dla wartości humanistycznych. Dlaczego to właśnie osłabiona forma religijności miałaby zagrażać rozwojowi humanizmu?



MSS: Mamy dziś nie tylko lemoniadę bez cukru, lecz także chrześcijaństwo bez szatana. Od dłuższego czasu spotykam wielu ludzi – nawet wśród religijnych „zawodowców”! – w których języku pobrzmiewa jeszcze jedynie swego rodzaju „religijny dialekt”. Wyrażane przez nich poglądy wydają się wprawdzie w miarę „pobożne, ale to, co owi liberalni chrześcijanie naprawdę mają na myśli, dalekie jest od pierwotnego znaczenia wypowiadanych słów. Jako filozof uważam takie przeinaczanie religijnych pojęć za wyraz intelektualnej nieuczciwości. Jednak prawdziwy problem „religii light” tkwi gdzie indziej: religijność pozbawiona w dużej mierze swej pierwotnej esencji nie pozwala dostrzec tego, jak pojęcie „religia” jest dziś rozumiane w skali globalnej. Dla amerykańskich ewangelików słowa zmartwychwstanie, stworzenie, niebo, piekło, Bóg czy szatan nie są bynajmniej żadnymi metaforami – ci ludzie naprawdę traktują te pojęcia dosłownie! Oni głęboko wierzą w to, że Bóg stworzył świat w czasach, kiedy Babilończycy potrafili już warzyć piwo. Miliony Amerykanów są wręcz przekonane, że nastał już opisany w Ewangelii św. Jana „czas apokalipsy”, w którym Bóg i szatan stoczą ze sobą ostateczną walkę. Niestety, to fundamentalistyczne wydanie wiary zdaje się bardziej przekonujące niż religijny patchwork liberalnych chrześcijan. Któż bowiem chciałby wierzyć w „zbawiciela”, który oddał życie za kilka zwykłych metafor? Nie należy się więc dziwić, że to właśnie liberalne Kościoły tracą coraz więcej wiernych. Wygląda na to, że tolerancyjne, oświecone chrześcijaństwo jest zamierających fenomenem kulturowym. Można nad tym ubolewać, ale nie wolno tego ignorować.



AL: Dlaczego Pana zdaniem przygniatająca większość przedstawicieli gatunku, który przygotowuje się do załogowego lotu na Marsa, mentalnie wciąż żyje w zamierzchłych czasach, o czym świadczą różne odmiany prądów fundamentalistycznych, coraz silniejszy ruch kreacjonistyczny, a w krajach, w których słabnie znaczenie tradycyjnych Kościołów, niezliczone ilości sekt i ugrupowań parareligijnych?



MSS: Sądzę, że takie jednoczesne występowanie fenomenów z różnych epok to skutek tzw. połowicznego oświecenia – wszelkiego rodzaju tradycjonaliści i fundamentaliści religijni z jednej strony korzystają dziś w sposób najoczywistszy z bogatego arsenału nowoczesnych technologii, z drugiej zaś starają się wszystkimi dostępnymi metodami nie dopuścić do tego, by racjonalny sposób myślenia, dzięki któremu te technologie stały się możliwe, znalazł zastosowanie w obszarze wpływów ich własnych światopoglądów. Tak więc mimo że technologicznie już dawno wkroczyliśmy w XXI wiek, nasz obraz świata w dużym stopniu wciąż jest zdominowany przez archaiczne mity. Dlatego należy z całą stanowczością i zaangażowaniem realizować „niedokończony projekt oświeceniowy”; najzwyczajniej nie stać nas na to, by zatrzymać się w połowie drogi.



AL: W Europie, zwłaszcza w Niemczech, w dobrym tonie jest powoływanie się na chrześcijańskie korzenie najważniejszych wartości humanistycznych. Zarówno w wywiadach, jak i wielu swoich publikacjach wyraża Pan oburzenie z tego powodu. Dlaczego?



MSS: Mówienie o chrześcijańskich wartościach jako podwalinach nowoczesnego państwa prawa jest niebezpiecznym wprowadzaniem w błąd. Którykolwiek z aspektów cechujących państwo prawa wzięlibyśmy pod uwagę – ideę demokracji, prawa człowieka, podział władzy, wolność słowa, ochronę wolności seksualnej czy równouprawnienie – religie nigdy nie były dla rozwoju tych wartości motorem napędowym, lecz zawsze stanowiły blokadę kulturowego postępu. Ewolucja nowoczesnej praworządności nie opiera się zatem na wartościach chrześcijańskich, lecz właśnie na sukcesywnym wyzwalaniu się spod ich wpływu.

Niemieckie prawo karne do połowy lat 70. ubiegłego wieku rzeczywiście było silnie przesiąknięte wartościami chrześcijańskimi, wyrazem tego były tzw. paragrafy obyczajowe. Jeszcze w 1969 r. zdradę małżeńską uznawano za przestępstwo. Karalne było też „wspieranie nierządu” poprzez „stręczycielstwo”, a więc np. wynajęcie pokoju parze niepozostającej w związku małżeńskim. Szczególnie fatalny w skutkach był tzw. paragraf gejowski (§175 kk), który zakazywał pod groźbą kary – choć nie tak brutalnej jak przewiduje to Biblia – „nierząd między mężczyznami”. W Niemczech w latach 1950–1969 na podstawie tego paragrafu wszczęto ok. 100 000 postępowań karnych, a 50 000 osób skazano. Zapewne nikt nie chciałby powrotu do czasów, w których takie „chrześcijańskie wartości” kształtowały życie społeczne. Niemcy są dziś – dzięki człowiekowi! – społeczeństwem tak silnie zsekularyzowanym i zarazem tak wolnym jak nigdy wcześniej w swojej historii. I chyba jest sprawą oczywistą, że sekularyzacja i wolność to dwa wzajemnie warunkujące się czynniki.


AL: Czy alternatywą jest zatem humanizm i etyka bez Boga? Zastąpienie w krótkim czasie wartości „objawionych tymi, które jako istoty rozumne sami możemy rozpoznać, nie jest możliwe. Konieczne jest stopniowe wykształcanie tych wartości w dziecięcych głowach, a na to potrzeba być może wielu pokoleń. Jak się do tego zabrać?



MSS: Wartości humanistyczne już dawno zakorzeniły się w naszych umysłach i nie ma konieczności ich „stopniowego wykształcania”. Nikt nie kwestionuje dziś założenia, że praworządne państwo nie opiera się na odgórnych „wartościach moralnych”, lecz na umowie społecznej uwzględniającej w równym stopniu interesy wszystkich obywateli. Demokratyczna struktura społeczeństwa jest dla większości mieszkańców Europy Zachodniej czymś oczywistym, dlatego ci, którzy stawiają wolność religii ponad świeckie normy prawne, spotykają się coraz częściej z oporem. Większa część obywateli nie godzi się dziś na ignorowanie zasad praworządności przez społeczności wyznaniowe. Potwierdzają to dobitnie prowadzone w ostatnich latach debaty publiczne.



AL: Czy Pana książeczkę „Jak Jeżyk z Prosiaczkiem Boga szukali – i co z tego wynikło”, wydaną niedawno w Polsce, uważa Pan za osobisty wkład w proces tworzenia wartości humanistycznych w świecie doczesnym i przekazywania ich najmłodszym?



MSS: Dla mnie ta książeczka jest raczej antidotum na przeróżne formy religijnej manipulacji, której dzieci wciąż są poddawane. Wielu rodziców i wychowawców nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką krzywdę wyrządzają własnym dzieciom, napędzając im stracha opowiadaniem takich historii, jak ta o potopie, podczas którego Bóg, rzekomo najwyższy autorytet moralny, wytrzebił 99,9999% ludzi, kotków i króliczków. Nawiasem mówiąc, zaproponowałem kiedyś wydawnictwom religijnym oddanie mojej zabawnej książeczki na makulaturę w zamian za wycofanie z obiegu wszystkich dostępnych na rynku Biblii dla dzieci. Żadne propozycji nie przyjęło. Tak więc Jeżyk z Prosiaczkiem nadal wędrują przez świat i w żartobliwy sposób pomagają dzieciom przezwyciężać strach przed „Bogiem” i jego „ziemskimi namiestnikami”.



AL: W Niemczech bajeczka wywołała sporo zamieszania, włącznie z wnioskiem Ministerstwa ds. Rodziny o umieszczenie jej na liście publikacji zagrażających dobru młodych czytelników. Czy zdziwiła Pana taka reakcja ze strony tak wysokiej instancji państwowej?



MSS: Spodziewałem się podobnych reakcji, przecież dzięki tej książce krytyka religii wtargnęła po raz pierwszy do dziecięcych pokoi. Było to przełamanie tabu; przedstawiciele Kościoła i ich polityczni sprzymierzeńcy nie mogli sobie pozwolić na zignorowanie tego wydarzenia. Ta bezczelna książeczka przez wiele tygodni zajmowała pierwsze miejsce na liście „religijnych pozycji dla dzieci i młodzieży”, wydaje się więc zrozumiałe, że urzędnicy kościelni wszelkimi możliwymi sposobami próbowali usunąć ją z rynku. Osobiście cieszę się, że doszło do tego niecodziennego procesu. Ostatecznie odrzucenie pozwu stało się „urzędowym potwierdzeniem”, że teraz również dzieci mają prawo traktować religię z przymrużeniem oka. Czegóż można chcieć więcej?



AL: Jakie były reakcje z innych stron – Kościoła, organizacji społecznych, innych ugrupowań religijnych, polityki, środowisk akademickich itp.?



MSS: Mimo tego skandalu pojawiło się też mnóstwo pozytywnych reakcji. Część pedagogów, psychologów, psychiatrów i religioznawców oceniła książkę jako „cenną pozycję pedagogiczną”. Wielu rodziców i wiele dzieci było zachwyconych tym, że nareszcie pojawiła się książka podchodząca do religii i jej śmiertelnie poważnego stosunku do życia z dużą dawką humoru. Co ciekawe, książeczka wzbudziła także zainteresowanie wśród osób starszych. Pewien osiemdziesięciolatek wyznał w bardzo wzruszającym liście, że dzięki niej udało mu się wyzwolić z wpojonych w dzieciństwie lęków. Naturalnie nie brakowało również negatywnych głosów, zwłaszcza w środowiskach religijnych, po części ze strony dziennikarzy, którzy książki nawet nie przeczytali.



AL: W maju ukazał się w Polsce Pana niemiecki bestseller „Poza dobrem i złem”. Wysuwa Pan w nim tezę, że w naszym kosmosie nie ma dobra ani zła. Jest to prowokacja nie tylko dla ludzi wierzących, lecz w zasadzie dla każdego żyjącego na Ziemi człowieka. Czy jest Pan świadomy ogromnej dawki etycznego materiału wybuchowego zawartego w tym poglądzie?



MSS: Naturalnie zdaję sobie sprawę, że ta teza jest silną prowokacją, ale nie formułuję jej po to, by prowokować. Próbuję jedynie wykazać, że założenia, na których opiera się nasze pojmowanie dobra i zła, nie tylko są empirycznie błędne, lecz także były i nadal są przeszkodą w walce o lepszy świat. Wiadomo, że „źli” są zawsze „inni”. Za maską moralności od zarania dziejów ukrywała się ślepa żądza zemsty. Przypisywanie „obcym”, „odszczepieńcom” czy „wrogom” „stygmatu zła” wyzwalało eskalację przemocy, której krwawy ślad znaczy historię ludzkości.

Ku memu zdziwieniu książka wywołała wyjątkowo pozytywne reakcje – i to nawet ze strony środowisk religijnych. Piszę w niej między innymi o tym, jak uczyć się wybaczania sobie i innym. Najwidoczniej okazało się to pomocne również dla ludzi, którzy wychodzą z zupełnie innych założeń niż ja. Pewien „bardzo religijny” mężczyzna po przeczytaniu tej książki pogodził się po 20 latach ze swoim ojcem. Takie historie poruszają mnie zdecydowanie bardziej niż przypadki osób, które po lekturze moich publikacji występują z Kościoła. Nie znaczy to, że jestem przeciwny apostazji, ale nie powinniśmy zapominać, jakie sprawy są w życiu naprawdę ważne – a moim zdaniem pytanie o istnienie Boga wcale do nich nie należy…

poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozmowy z dzieckim o uboju rytualnym.

- Mamo, o co chodzi z tym ubojem rytualnym?
 
- Ludzie wierzący uważają, że muszą wypełniać wolę swojego Boga. Ta wola jest zapisana w różnych Świętych Księgach. Czasami Bóg "oczekuje" od swoich wyznawców rzeczy niedorzecznych albo co gorsza - okrutnych. Żydowski Bóg "uważa", że zwierzęta nie cierpią podczas uboju rytualnego i daje dokładne instrukcje w jaki sposób zwierzę zabijać, by mięso nie zawierało krwi. Zwierzęta nie są ogłuszane przed zabiciem i umierają w męczarniach z upływu krwi. Rozsądek mówi, że jest to niewyobrażalne okrucieństwo, którego nam, myślącym ludziom, nie wolno nikomu zadawać.  Wiara jednak często odbiera ludziom rozsądek. Wierzący, w tym przypadku, uważają, że okazywanie empatii zwierzętom to jedynie słabość, którą należy w sobie zwalczyć, że Bóg jest ważniejszy. Ta sprawa pokazuje, że nie wolno ustępować religii. Czasem silna wiara odbiera ludziom naturalny instynkt empatii. Słowem, religia odczłowiecza. Jedyną miarą naszej wartości jest stosunek do innych ludzi, zwierząt i przyrody. Bez tego szacunku jesteśmy nikim i żaden Bóg nam w tym nie pomoże.  
 
Tolerancja religijna kończy się, gdy zaczyna się czyjaś krzywda.


Ciekawy artykuł dla starszych autorstwa Jacka Tabisza "Zakaz uboju rytualnego to nie antysemityzm"
http://jacektabisz.natemat.pl/68201,zakaz-uboju-rytualnego-to-nie-antysemityzm 

niedziela, 14 lipca 2013

Szkoła im Najświętrzej Panny Marii.

Kolejny przykład mixu religijno-edukacyjnego. W jaki sposób dzieci uczą się  o swojej patronce? Gdzie jest granica między edukacją a wiarą? Gdzie prawda a gdzie mit. Może istnieje też szkoła im Jezusa Chrystusa? Czy ktoś widział szkołę im Pana Boga lub Ducha św.? Jak się tu czują niewierzący uczniowie. Szkoła jak widać ma klasę. Szczyci się też odznaką: "Szkoła bez przemocy". Indoktrynacja jest rodzajem przemocy.  Wstyd.
Może zna ktoś tę szkołę?




poniedziałek, 1 lipca 2013

Religia na ostatniej lekcji to dyskryminacja wg bp. Pieronka.

W nr 25 "Fakty i Mity", piórem pani Anny Tarczyńskiej, odtworzyły konsekwentne wchodzenie Kościoła z buciorami do szkoły.

"Gdy w 1990 r. wprowadzono religię tylnymi drzwiami do szkół - pisze Anna Tarczyńska - biskupi opowiadali bajki, że nawet nie chcą za nauczanie pieniędzy, a chodzi im jedynie o to, aby wspomóc proces wychowawczy i łagodzić obyczaje. Oczywiście nie było nawet mowy o tym, żeby wliczać katechezę do średniej ocen. A później..."

Później małymi kroczkami i bardzo konsekwentnie biskupi wysuwali żądania:

10.09.1992 opłacania nauczycieli religii

27.031996 umieszczania religii w środku zajęć

14.11.2003 wliczania religii do średniej ocen

4.12.2004 oceny z religii na świadectwie

01.2006 religii na maturze

29.03.2006 religii, jako przedmiotu obowiązkowego do wyboru z etyką, pod warunkiem, że nauczyciele etyki będą uczyć na poziomie niesprzecznym z kanonami naszej kultury [katolickiej]

12.2006, 08.2007, 6.12.2007, 13.02.2008, 19.11.2008, 9.12.2009, 21.11.2012 - to konsekwentne naciski,  aby matura była jednym z przedmiotów maturalnych.

Czy jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie będą następne wyrafinowane metody, służące jeszcze bardziej nachalnej indoktrynacji naszych dzieci? Wydaje się, że biskupi osiągnęli już wszystko co chcieli. No może poza religią na maturze, ale, jak obwieściło Ministerstwo Edukacji, "przewidywane są dalsze prace umożliwiające zdawanie religii na maturze".

Rodzicom, którym wydaje się, że przesiadywanie dziecka na okienku z religii w najbardziej efektywnym czasie pracy umysłu jest niesprawiedliwością, dedykuję słowa bp Tadeusza Pieronka:


"Religia na pierwszych lub ostatnich lekcjach nie jest problemem błahym. Jeśli pierwsza godzina jest jeszcze w jakimś sensie do przyjęcia, bo to jest godzina, że się tak wyrażę świeżości uczniów i nauczycieli, to zepchniecie na ostatnią godzinę, gdyby to miało być zasadą, jest po prostu niesprawiedliwością, i swego rodzaju dyskryminacją"
27.02.1996 sekretarz episkopatu bp Tadeusz Pieronek
źródło: Fakty i Mity nr 25 21-27VI 2013, str.8

O ile nachalność strony Kościelnej mnie nie dziwi (takie mają cele: stworzyć nowe państwo wyznaniowe i wyeliminować heretyków), o tyle przeraża mnie podatny grunt na jaki natrafiają. Sprawy religii w szkole negocjowały z Kościołem kolejno następujące rządy i ministrowie:

Hanna Suchocka,
Włodzimierz Cimoszewicz
Leszek Miler
Marek Belka
Jarosław Zieliński (wiceminister edukacji)
Kazimierz Marcinkiewicz
Roman Giertych (wicepremier)
Ryszard Legutko
Katarzyna Hall
Donald Tusk

Podziękujmy im za to w kolejnych wyborach.